Blog

Czy warto inwestować w redaktora? Fakty, mity i trochę śmiechu

Wiesz, co łączy pisarzy, blogerów, copywriterów i właścicieli sklepów internetowych? Wszyscy piszą. A wiesz, co ich często dzieli? Jakość tekstu. Bo choć każdy może napisać cokolwiek, nie każdy zrobi to tak, żeby odbiorca nie uciekł w popłochu po pierwszym akapicie. Tu właśnie wkracza redaktor – nie, nie w pelerynie, ale za to z ołówkiem ostrym jak brzytwa i okiem bardziej czujnym niż babcia na weselu.

Ale czy naprawdę warto w ogóle korzystać z redaktora? Czy to nie przesada? A może da się to ogarnąć samemu, z pomocą Worda i modlitwy do Świętej Interpunkcji? Sprawdźmy!

 

Mit nr 1: „Redaktor poprawia tylko przecinki”

No tak, bo przecinki to przecież najwięksi złoczyńcy języka. Owszem, bywają wredne – potrafią zmienić sens zdania albo sprawić, że brzmi ono jak jęk bólu. Ale redakcja to nie tylko walka z interpunkcyjnym terrorem. To praca nad stylem, rytmem, logiką i wszystkim, co sprawia, że tekst nie tylko jest, ale też działa – czyli przekazuje, wzrusza, sprzedaje, śmieszy albo zostaje w głowie na dłużej.

 

Mit nr 2: „Ja tam piszę dobrze, nie potrzebuję redaktora”

Cudownie! Ale nawet najlepsi mają swoje zaślepki. Twój tekst zna Cię tak dobrze, że sam zaczyna Ci mówić, co myślisz, że tam napisałeś. Redaktor to ta osoba, która nie zna Twojego tekstu, więc nie będzie go głaskać po głowie. Będzie go bezlitośnie... dopieszczać. W najlepszym tego słowa znaczeniu.

 

Mit nr 3: „Redaktor zmieni mój styl i zrobi z tekstu coś, czego nie poznam”

Spokojnie. Dobry redaktor nie robi prania mózgu tekstowi. On działa jak trener personalny: nie zmienia Cię w kogoś innego, tylko wydobywa z Ciebie formę życia. Trochę mniej powtórzeń, trochę więcej sensu – i już brzmisz jak Ty, tylko lepiej.

Fakt nr 1: Redaktor to partner w zbrodni

Zbrodni stylistycznej, rzecz jasna. I to taki, który Cię nie wyda, tylko pomoże ukryć zwłoki niezgrabnych zdań. Redaktor nie jest Twoim wrogiem. To raczej kumpel z nożyczkami, który wycina nudę, klei logikę i zaklepuje to, czego nie widać gołym okiem. W zamian nie chce wiele – może kawę, może dobre słowo. A może po prostu tekst, który nie krzyczy capslockiem.

 

Fakt nr 2: Redakcja ratuje reputację

Znasz to uczucie, kiedy wysyłasz tekst w świat i nagle dostrzegasz literówkę w tytule? No właśnie. Redaktor jest jak ten kumpel, który przed wyjściem mówi Ci, że masz szpinak między zębami. Niezastąpiony.

 

Fakt nr 3: Dobrze zredagowany tekst po prostu działa

Nie musisz być poetą, żeby pisać dobrze. Ale jeśli chcesz, żeby Twoje słowa coś robiły – sprzedawały, inspirowały, przekonywały – to potrzebujesz redaktora. Bo czasem wystarczy przesunąć jedno zdanie, by klient kliknął „kup teraz”, zamiast „zamknij zakładkę”.

 

Na koniec – najważniejsze

Inwestycja w redakcję to nie fanaberia. To troska o to, jak brzmisz. O to, jak Cię odbierają. O to, żeby Twój tekst nie był tylko poprawny, ale też przyjemny, spójny, lekki w odbiorze – i po prostu dobry.

A jeśli nie wiesz, od czego zacząć – napisz. Redaktorzy nie gryzą. No chyba że tekst ich bardzo zaboli.


 

Samodzielna korekta tekstu – czy to ma sens?

Pisanie to sztuka, ale i rzemiosło. Gdy autor kończy swoje dzieło, czy to powieść, artykuł czy wpis na bloga, naturalnym krokiem wydaje się jego samodzielna korekta. W końcu kto lepiej zna swój tekst niż jego twórca? Jednak czy poprawianie własnych błędów to naprawdę dobry pomysł? Sprawdźmy!

 

Autokorekta – iluzja bezbłędności

Każdy, kto kiedykolwiek poprawiał swój tekst, wie, że własne błędy trudno dostrzec. Mózg działa na zasadzie optymalizacji i często „podpowiada” nam to, co powinno być w tekście, a nie to, co faktycznie się tam znajduje. Im bardziej znamy swój tekst, tym trudniej dostrzec literówki, powtórzenia czy niezręczności stylistyczne.

 

Czy można poprawić własny tekst?

Oczywiście, że tak! Istnieje kilka sposobów, by poprawić własny tekst skuteczniej:

  • Odstaw tekst na jakiś czas – jeśli wrócisz do niego po kilku dniach, łatwiej wychwycisz błędy.
  • Czytaj na głos – to pozwala lepiej dostrzec niezręczności stylistyczne i powtórzenia.
  • Zmień format – wydrukuj tekst lub przekształć go w PDF, by spojrzeć na niego świeżym okiem.
  • Skorzystaj z narzędzi online – Grammarly, LanguageTool czy proste sprawdzanie pisowni w edytorze tekstu mogą pomóc, ale nie zastąpią ludzkiego oka.

 

Samodzielna korekta vs. profesjonalna redakcja

Samodzielna korekta pozwala wychwycić podstawowe błędy, ale nie zastąpi profesjonalnej redakcji i korekty. Dlaczego?

  • Redaktor patrzy obiektywnie – nie jest emocjonalnie związany z tekstem, więc widzi więcej.
  • Poprawia nie tylko błędy, ale i styl – korekta to nie tylko przecinki, ale też płynność, logiczność i lepsze brzmienie zdań.
  • Chroni przed kompromitacją – literówki czy błędy merytoryczne mogą zepsuć odbiór nawet najlepszego tekstu.

 

Kiedy warto oddać tekst do korekty?

Jeśli tworzysz treści do internetu, piszesz książkę, ofertę dla klientów lub artykuł do druku – profesjonalna korekta jest nieoceniona. Warto pamiętać, że nawet najlepsi autorzy korzystają z pomocy redaktorów. Stephen King, Olga Tokarczuk, J.K. Rowling – wszyscy oni mają za sobą sztab specjalistów, którzy szlifują ich teksty.

 

Podsumowanie

Samodzielna korekta to dobry pierwszy krok, ale nie zastąpi profesjonalnej redakcji. Jeśli zależy Ci na jakości tekstu i profesjonalnym wizerunku, warto skorzystać z pomocy specjalisty. W końcu dobrze napisany tekst to inwestycja – w czytelników, w markę i w siebie.


 

Najdziwniejsze wpadki, jakie zdarzyły mi się w redakcji (i jak ich uniknąć)

Praca redaktora to nie tylko poprawianie przecinków i czyszczenie tekstu z literówek. Czasem to prawdziwy tor przeszkód, gdzie między deadline’ami a kolejną kawą zdarzają się rzeczy, które potem wspomina się latami. Dziś podzielę się kilkoma wpadkami, które przydarzyły mi się w trakcie redakcji – oczywiście bez nazwisk, ale z dużą dawką refleksji, jak ich uniknąć.

 

1. Kiedy bohater zmienia płeć… przypadkiem

W jednej z książek główny bohater przez pierwsze trzy rozdziały był mężczyzną, ale nagle w czwartym stał się kobietą. Bez operacji, bez magii, bez żadnego wyjaśnienia. Po prostu – w jednym akapicie „on”, w kolejnym „ona”.

Jak tego uniknąć?

  • Zawsze robić dokładny research postaci i ich cech.

  • Utrzymywać spójność w narracji.

  • Korzystać z edytora, który pozwala na szybkie wyszukiwanie określonych słów (np. Ctrl + F to twój przyjaciel!).

 

2. Imię, którego nikt się nie spodziewał

W trakcie redakcji pewnej powieści zauważyłam, że imię głównego bohatera zmienia się w połowie książki. Na początku był to Krystian, ale od połowy książki stał się Patrykiem. Powód? Autor zapomniał, jak go nazwał.

Jak tego uniknąć?

  • Prowadzić osobne notatki o postaciach.

  • Korzystać z listy imion na początku pisania.

  • Po zakończeniu pierwszego draftu zrobić kontrolę wszystkich nazw własnych.

 

3. Kiedy akcja dzieje się w 2024, ale bohaterowie dzwonią z Nokii 3310

W jednej z książek bohater w XXI wieku używał technologii rodem z lat 90. Dzwonił z telefonu z antenką, zapisywał numer w notesie i korzystał z budki telefonicznej, choć fabuła sugerowała, że powinien mieć smartfona.

Jak tego uniknąć?

  • Pilnować spójności technologicznej i realiów epoki.

  • Research, research i jeszcze raz research.

  • Jeśli historia rozgrywa się w konkretnej dekadzie, dobrze sprawdzić, co wtedy było na topie.

 

4. Bohater, który teleportował się w sekundę

W jednej scenie bohater wsiadał do samochodu w Warszawie, a kilka linijek później wysiadał… w Gdańsku. Bez podróży, bez wzmianki o przejechanych kilometrach, po prostu PSTRYK i był na miejscu.

Jak tego uniknąć?

  • Pilnować osi czasu i przestrzeni w fabule.

  • Stworzyć mapę podróży bohaterów (chociażby w głowie!).

  • Upewnić się, że przeskoki czasowe są logiczne.

 

5. Księżyc w nowiu, ale świeci jak latarnia

W jednej z powieści autor pięknie opisał scenę rozgrywającą się przy pełni księżyca. Problem w tym, że według fabularnej chronologii… był wtedy nów. Czyli ciemność totalna.

Jak tego uniknąć?

  • Sprawdzać fazy księżyca w określonych datach (są do tego aplikacje!).

  • Jeśli coś w tekście ma wpływ na logikę wydarzeń – warto to zweryfikować.

  • Unikać niepotrzebnego komplikowania scen, jeśli można postawić na realizm.

 

Podsumowanie

Każdy redaktor i autor ma swoje historie o wpadkach, które po latach wspomina się z uśmiechem. Niektóre z nich są wynikiem zwykłego roztargnienia, inne – braku researchu lub złego planowania. Klucz do uniknięcia takich błędów? Dokładność, dobra organizacja pracy i narzędzia, które pomagają wyłapywać takie kwiatki. No i oczywiście – dobry redaktor, który w porę zauważy, że bohaterowi właśnie przypadkiem zmieniła się płeć.